środa, 29 października 2014

Sen albo zabawa z moimi uczuciami

17. VIII. 2014

Obudziłam się dziś o 6.00. Myślałam, że słyszę tupot białych mew, ale to stado gołębi przechadzało się po oknach w suficie. Mój stosunek do tych upierzonych mieszkańców miasta jest ambiwalentny i wielowymiarowy. Są częścią przyrody miejskiej, to urocze jak ich tęczowe szyje poruszają się w trakcie chodu. Podrywają się do lotu i krążą stadkami, a człowiek przecież zawsze zazdrościł im zdolności odrywania sie od ziemi. Jednak gołębie mają też swoją ciemną stronę. Dla innych osobników tego samego gatunku potrafią być wyjątkowo okrutne. Często widzi się okazy z powyrywanymi piórami lub mocno poturbowane. Słabsze są żywcem pożerane przez silniejsze. Co najważniejsze prawie nigdy nie robią tego publicznie. Miejski ekosystem bywa okrutny nie tylko dla ludzi. Pod powierzchnią toczy się walka. Na ptaki polują koty i odgryzają im głowy. Pozostawione w ten sposób martwe ciała zwracają uwagę wron. Ich ostre dzioby przebijają się przez powłokę i docierają do najsmaczniejszych dla nich kąsków; serca, wątroby. Gołębie bez głów i z dziurą w klatce piersiowej dają się zauważyć na skwerach i w parkach. Śmierć oddechem miasta. Na trawniku. Jako nagły znak. Czy już umiem dobrze je odczytywać? Może każdy człowiek żyje w swoim systemie semantycznym? Nie pamiętam co mi się śniło. Od jakiegoś czasu sny nie pozostawiają śladu w mojej pamięci. Niech żyje życie!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz