niedziela, 10 grudnia 2017

Konfrateryjny zew poetycko-pijacko-karykaturalny

Starzy ludzie lubią się czasem spotykać przy winie. A jak wino to też i poezja, bo dusza aż rwie sie do przeżyć!
Więc Stary Franek, Łysy, Gruby i Jola Bez Zęba skrzyknęli okolicznych poetów do stołówki Powiatowego Urzędu ds. Nijakich i Biurokratycznych w Pituchowie i jęli unosić się słowem.
W przyjemnie urządzonym pomieszczeniu, pośród stoliczków nakrytych kraciastym obrusikiem, tuż obok szatni zabrzmiała poezja. Kawa rozpuszczalna i tanie wino lały się strumieniami. Ktoś przyniósł nawet kruche ciasteczka. Różowe ściany z lamperiami pękały w szwach. Kogo tu nie było! Adaś informatyk, pani z biblioteki, wujek Stefan, Słabek, Janina z 4-tego piętra, Mścisława z mężem...
Każdy ściskał w rękach swój tomik i czytał. Kaskady uczuć przelewające się z każdym wersem wprost do uszu złaknionej nieziemskich przeżyć publiczności. Może niektórzy nieśmiało, jeszcze nie opanowali mówienia do mikrofonu, ale naprawdę z gracją godną słonia i bez zająknięcia.
Napięta cisza podczas deklamacji, niektórzy nawet zamknęli oczy w niemym zachwycie. Przy takich wzruszeniach trzeba uważać na rozruszniki!
Nastrój pogłębiała magia Świąt Bożego Marudzenia w postaci wychylającej się z rogu pomieszczenia choinki.
Ach te damy! Ci dżentelmeni! Jakie niecodzienne rozmowy!
I gdy prawie miało pęknąć krzesełko pod naporem tuszy Krzyśka, przemówienie dał Waldemar. Podkreślił wartość twórczości jakiejkolwiek i w ciepłych słowach złożył podziękowania Pani Dyrektor Ośrodka.
I właśnie wtedy, wprost z kuchni, wjechały na stoły szaszłyczki. Na papierowych tackach, z plastikowymi sztućcami i z musztardą. Zagryzane chlebem, takim codziennym, poetyckim.
Istna biesiada poetycka!
Mikrofon krąży zawzięcie między stolikami. Uśmiechy, pyszne soczki, kropla wina, na przemian ze słowem pisanym.
Cóż to byłaby za biesiada gdyby nie przyszedł ktoś z gitarą! I już cała sala śpiewa z nami! W rytm znanych wszystkim melodii, śpiewanych już wszędzie po tysiąc razy.
Ach! a cóż to za tajemniczy uśmiech znad szaszłyczka? To Pan Mirosław, ten emerytowany strażak! Jakże miło spotkać starych znajomych.
Nie patrzcie na zegarki! Jeszcze się bawimy!
Druga runda mikrofonu. Teraz każdy mówi drugi wiersz. Nie płacz Jolu! Nie płacz, bo rozpłynie ci się makijaż. Poczęstujcie panią winem!
Zosia wyszła aż na środek. Ale się prezentuje w tym czerwonym sweterku! I porywa ja do tańca Franek. Wirują po linoleum. Inni tylko zazdrośnie patrzą.
Tak nam wyszła ta impreza, tyle dobrej energii wśród nas i jak dobrzy i wspaniałomyślni ludzie!
Już skończyło się Doroczne Spotkanie Poetów Specjalnej Troski.
Obyśmy za rok mogli spotkać się w tym samym gronie!









2017. Przysięgam, nic nie brałam, ja tak mam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz