czwartek, 11 października 2018

Blues in Yellow

Zroszona wonią 
Narcyza

Jedyny pachnący gatunek

A jej twarz
Okrywa welon z mgły

TRISTANA

Wraz z żółknącym tonem
Szeptanych przemijalności

Pierwotny rytm
Wnika tkanki
Pozostawiając nienasycone echem

DYWERGENCJE

Zakończenie nie zostało
Jeszcze napisane

autumn poetry

sobota, 16 grudnia 2017

Kolejne Nigdy

(Fragment dramatu poetyckiego pt. "Nigdy". Osoby: Aksjomata i Fantazmat).

Aksjomata

Stwarzam
Stapiam się
Nierozerwalnie
Z jaźnią wytrwale
Obcą
Zwierciadlaną
Na tym poziomie
Walka
Z pamięcią
O skrywanych
Potworkach
Zostawić nierealne
Z premedytacją
Godną boskiej
Oszukać przeznaczenie
Tę rozrzutność Stwórcy
Której nijak
Nie mogę zostawić
Jednak tonę
W niepewności
Otoczona, przeniknięta...


Fantazmat
To tylko chwilowe
Ale nie pokonasz tego


Aksjomata

To już było


Fantazmat

A teraz...


Aksjomata

Pragnę


Fantazmat

To sen jak zwykle
Nieprześniony
Dotknij...


Aksjomata

Potrzebuję...


Fantazmat

Nazw dla uczuć pierwszych


Aksjomata

Nazywam cię kłamstwem


Fantazmat

Nie potrzebuję dosłowności


Aksjomata

Ależ to oczywiste


Fantazmat

Nigdy

niedziela, 10 grudnia 2017

Konfrateryjny zew poetycko-pijacko-karykaturalny

Starzy ludzie lubią się czasem spotykać przy winie. A jak wino to też i poezja, bo dusza aż rwie sie do przeżyć!
Więc Stary Franek, Łysy, Gruby i Jola Bez Zęba skrzyknęli okolicznych poetów do stołówki Powiatowego Urzędu ds. Nijakich i Biurokratycznych w Pituchowie i jęli unosić się słowem.
W przyjemnie urządzonym pomieszczeniu, pośród stoliczków nakrytych kraciastym obrusikiem, tuż obok szatni zabrzmiała poezja. Kawa rozpuszczalna i tanie wino lały się strumieniami. Ktoś przyniósł nawet kruche ciasteczka. Różowe ściany z lamperiami pękały w szwach. Kogo tu nie było! Adaś informatyk, pani z biblioteki, wujek Stefan, Słabek, Janina z 4-tego piętra, Mścisława z mężem...
Każdy ściskał w rękach swój tomik i czytał. Kaskady uczuć przelewające się z każdym wersem wprost do uszu złaknionej nieziemskich przeżyć publiczności. Może niektórzy nieśmiało, jeszcze nie opanowali mówienia do mikrofonu, ale naprawdę z gracją godną słonia i bez zająknięcia.
Napięta cisza podczas deklamacji, niektórzy nawet zamknęli oczy w niemym zachwycie. Przy takich wzruszeniach trzeba uważać na rozruszniki!
Nastrój pogłębiała magia Świąt Bożego Marudzenia w postaci wychylającej się z rogu pomieszczenia choinki.
Ach te damy! Ci dżentelmeni! Jakie niecodzienne rozmowy!
I gdy prawie miało pęknąć krzesełko pod naporem tuszy Krzyśka, przemówienie dał Waldemar. Podkreślił wartość twórczości jakiejkolwiek i w ciepłych słowach złożył podziękowania Pani Dyrektor Ośrodka.
I właśnie wtedy, wprost z kuchni, wjechały na stoły szaszłyczki. Na papierowych tackach, z plastikowymi sztućcami i z musztardą. Zagryzane chlebem, takim codziennym, poetyckim.
Istna biesiada poetycka!
Mikrofon krąży zawzięcie między stolikami. Uśmiechy, pyszne soczki, kropla wina, na przemian ze słowem pisanym.
Cóż to byłaby za biesiada gdyby nie przyszedł ktoś z gitarą! I już cała sala śpiewa z nami! W rytm znanych wszystkim melodii, śpiewanych już wszędzie po tysiąc razy.
Ach! a cóż to za tajemniczy uśmiech znad szaszłyczka? To Pan Mirosław, ten emerytowany strażak! Jakże miło spotkać starych znajomych.
Nie patrzcie na zegarki! Jeszcze się bawimy!
Druga runda mikrofonu. Teraz każdy mówi drugi wiersz. Nie płacz Jolu! Nie płacz, bo rozpłynie ci się makijaż. Poczęstujcie panią winem!
Zosia wyszła aż na środek. Ale się prezentuje w tym czerwonym sweterku! I porywa ja do tańca Franek. Wirują po linoleum. Inni tylko zazdrośnie patrzą.
Tak nam wyszła ta impreza, tyle dobrej energii wśród nas i jak dobrzy i wspaniałomyślni ludzie!
Już skończyło się Doroczne Spotkanie Poetów Specjalnej Troski.
Obyśmy za rok mogli spotkać się w tym samym gronie!









2017. Przysięgam, nic nie brałam, ja tak mam...

niedziela, 8 października 2017

Czas

Wczorajszych niemocy 
Inercyjną falą
Odległe światy
Przemawiają

By z wizją mnie
Na zawsze związać
I tęsknot cnych
Smak obcy poznać

Istniejesz - zostań
Bądź już przy mnie
Ja miłość twą
Relikwią przyjmę

Wszechświat intencją
Swą przenika
Ziemską nieziemskość
Słów mgławica

By tworzyć pałac
Z ognia tkany
I móc cię nazwać
Ukochanym

Oto świat mój
I Bóg i wszystko
Muzyka sfer
Wiem, jesteś blisko

Śmierć tylko echem
Tysiąckrotnym
Zostawia nienawistną falę
My zdobędziemy naszą przyszłość
W strukturze czasu, jak w krysztale

piątek, 4 sierpnia 2017

Żabia dupa

Uwaga! Post zawiera lokowanie produktów!

Bóg stworzył wszechświat w jednym odruchowym pierdnięciu. Wyszło jak wyszło. Wystarczy spojrzeć na to jakie siły nim rządzą: grawitacyjna inercja współsprzymierzona z chaosem. Wszystko ma feler, jakiś pieprzony uszczerbek, uchybienie, wadę. Każdy chce wszystko naprawić, ale się nie da. W mechanice tkwi błąd. Do materia prima dostał się paproch, glut albo jakiś babol. Nie wieszczę końca świata. Bo ten shit będzie wieczny, będzie powracał jak opryszczka. Kichnięcie popękanej i zmęczonej magmy, wytrysk o zapachu kalafiora. I ludzie jak największe i najsmrodliwsze kwiaty, aroganccy niczym mucha chcąca wejść do zupy, przyczepieni spinaczem do rolki papieru toaletowego, pijawki na żabiej dupie...

 Kapliczka skalna w Prądniku Korzkiewskim

czwartek, 13 lipca 2017

Pac Pac


Bo jak widzę niektóre towarzystwa, to zastanawiam się czy warty Pac pałaca?
Czy to tylko gąbka paca?
[wziąć pacę i gładzić?]

sobota, 4 lutego 2017

Flight

wiersz pisany w samolocie

Same poem, english version. I can't stand translation of Google. I will write in english more often...