sobota, 3 października 2015

O JOASI CO NIE CHCIAŁA ŻYDA



W obdrapanej, pachnącej środkiem czyszczącym sali, pośród westchnień grupki kilkunastu mężczyzn, rodziło się objawienie. Pełne PRL-owskiego szyku pomieszczenie stało się mieszkaniem Ducha Świętego. Jak to rabini mają w zwyczaju zakrzyknęli głośno. Obecna młodzież również, jednak trochę ciszej. Stało się. Wśród tapet o kolorze piwa dobrze już przefiltrowanego przez nerki, w obecności publiczności, zszedł. Czy ktoś go widział tak dokładnie jak Daniel? Nasz uroczy prorok, wieszcz i publiczny ekspiator? Według niego całe przedsięwzięcie skonstruowane było źle i Duch Święty przybierając formę truskawki, musiał ratować się przed okrutnym „innym wcieleniem”. Przecież nie dalej jak wczoraj, z kolegami, przy piwie Bytomskim, w Barze Kawowym, zdołali przywołać ducha sławnego Karka Motańskiego, którego pamięć, ciągle żywa, unosiła się między kolejną kolejką przy barze, a WC. Według Daniela, to była najodpowiedniejsza z mistycznych postaci bóstwa w tak obskurnym miejscu, w którym stare tapety i obdrapane złocenia miały sugerować przepych. Trwający w ekstazie rabini, którzy jak zwykle przy takich okazjach swymi przewróconymi do wewnątrz oczami nie widzą nic, tworzyli dodatkowy efekt groteski. Jakby kukiełek w teatrzyku lalek, a może ich blado-woskowe twarze były w swym uniesieniu podobne do ludzi umierających na suchoty...
Wychodząc z budynku, Daniel przypomniał sobie o dziewczynie, zaraz potem o drugiej, reszta była w tej chwili nieważna. Dziewczynka była feministką, co już z racji przynależności ideologicznej stanowiło wyzwanie dla jego mizoginicznego przyzwyczajenia do kobiet głupawych i uległych. W dodatku otwarcie przyznawała się do niechęci do mężczyzn. To, że należało złamać opór nie ulegało wątpliwości. Jego stała narzeczona była bezpieczna. Otaczał ją cały sztab kolegów, nie pozwalając Małej nawet pomyśleć o czymś innym niż służba Panu. W tej samej chwili gdy Daniel rzucał przelotne spojrzenie na dwie krótkie spódniczki idące z naprzeciwka, próbując starym zwyczajem ustalić w której fazie cyklu są ich narządy rodne, Małej właśnie przyszedł do głowy nowy przepis na koszer-szarlotkę. Nie będąc w posiadaniu wystarczającej ilości mąki, delikatnie przestąpiła próg i lękliwie zastukała do drzwi sąsiadki.
Będąc prorokiem miał jednak obowiązki ważniejsze. Po ostatniej lekturze słownika technologicznego gospodarstwa wiejskiego oraz bardzo pouczającym zagłębianiu w meandry zastosowania probiotyków do żywienia lisów polarnych, pozostało mu tylko jedno: zasiąść do partyjki brydżyka z połączonymi delegaturami ze Suchego Konika i Zębów Wielkich. Były to o tyle strategiczne dla niego miejscowości, że położone na drodze do Tronina, po drodze były jeszcze Antoni i Kałęki. Planowane dla Tronina zajęcie kościoła garnizonowego Najświętszego Serca Pana Jezusa, budynku barokowego banku, ratusza „Jelonek” i plebanii, miało odbyć się za pomocą regularnych występów w lokalnym Domu Kultury zespołu „Curiosa Dance” oraz pokazów strażackich przy użyciu Wielkiej Sikawki Nie Trafiającej Do Pisuaru. Jeszcze tylko pójść na mecz, grają Izolator Boguchwała z Concordią Knurów. Myśli te kłębiły się w jego głowie jak dym z indyjskiego kadzidła o zapachu Włosów Lakszmi. To napawało go zadowoleniem. Praca dla części Wyzwolonej Spod Jarzma Ludzkości. Byli prawie jak Judeański Front Ludowy, nie jak stary, zaprzały, pełen zgnilizny Ludowy Front Judei. Marzył o tej wspaniałej przyszłości Ludzkości gdy nie będzie musiał o nic prosić, a wszystko będzie za darmo...
Właściwie żadna dziewucha (tak je w rodzinie nazywano – dziewuchy), nie interesowała go bardziej niż żaba wiwisektora. Od wczesnego okresu nastolęctwa lubił nakłuwać wrażliwe części muszek, czasem wyrywać im skrzydełka, a czasem zostawiając jedno, po to aby tliła się nadzieja. Emocje, ludzka treść, były dla niego trochę jak smrodek jelit, a odrobinę jak pole rozgrywki. Wiedział, że jako przedstawiciel establishmentu, a zarazem czarujący i przystojny mężczyzna, wywołuje w dziewczynkach spazmy. Wiedział i wykorzystywał to. Dziewczęca duszyczka nie ma przed nim sekretów, zna wszystkie jej tajniki i umiejętnie pociąga za sznurki. Najbardziej odpowiednim materiałem są dla niego gotowe na wszystko panienki ze złych domów, córki kucharek, szewców, pochodzące z terenów ruralnych kurki. „One mają takie fajne zahamowania” powtarzał, chwaląc się kolegom, paląc skręty z tabaki i mięty. W zamian za drżenie powłok dostawały mnóstwo cennych darów: pobyt pod pomnikiem Nie Wiedzieć Czego, wizyt w Klubie Rozmnażających (co było dla nich dodatkowym bodźcem, wszystkie potajemnie chciały mieć dziecko z taką Osobistością), a nawet możliwość ekspresji w komentarzach na FujZbuku, nowej Platformie Obrzydliwych Zachowań Społecznych. Najbardziej potulne, miękkie i głupawe z nich zabierał na Prawdziwą Wojnę....
Tym razem Prawdziwa Feministka! Skarb w kolekcji dla każdego podrywacza. Oczywiście spotkał już wcześniej takie okazy, gdyż jest to gatunek popularny w tych stronach. Zabrał się do roboty planowo, z rozmysłem naciskając wrażliwe punkty: samotność, potrzebę bliskości, kulturę, ogładę, ukłony, całe układy doznań pośrednich między obrzydliwym służalstwem, a męską dominacją. Dobrym aktorem jest nasz żigolo. Napisał do niej sms o treści: „dzień dobry, kłaniam się nisko, jestem ostatnio trochę zajęty, ale może znajdę dla Pani czas w przyszłości, obiecuję”. Joasia myślała długo. Nad swoją sytuacją emocjonalną, o tym kim tak naprawdę jest Daniel, o zyskach i stratach. Jest kobietą bardzo światłą, dla niej większość układów jest widoczna jak na dłoni. Wiedziała w jak mizoginicznym świecie znajduje się ta biedna duszyczka, która chce zmieniać świat. Nie mogła pozwolić sobie na takie duże obciążenia emocjonalne, a w dodatku wiedziała, że dla Nich nie jest istotą ludzką, tylko czymś w rodzaju marionetki lub szachowego piona. Napisała mu co myśli. Napisała mu wszystko, stać ją na szczerość. "Nie chcę się z Panem spotykać. Dobrze Pan wie dlaczego. Proszę więcej nie pisać i nie dzwonić. Zresztą to urocze jak mnie Pan prowokuje."



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz