czwartek, 1 września 2016

Śpiew kosa

Pośród zakamarków biblioteki, między stertami książek i czasopism, w zaulkach korytarzy na całej wysokości wypełnionych woluminami,  pedze na moim białym koniku ze swietlistym mieczem w dłoni.
Walka paradygmatow, podczas której padają pokotem resztki marksistowskich schematów, nauka w służbie idei, precz, precz, mówię, zgin! 
Niech żyje czysta myśl, metafizyka!
Resztki porannych pytań zadanych bezdzwiecznie zawisły jak nieruchomy opar nad drzewkiem czeresniowym.
To tylko natura, nie bój się. Duszo! Oddychaj! 
Czasem tylko zdarza się śmierć. Tyci skowyt z wnętrzności, łabędzi śpiew, biały, jak dźwięk G.
To część nauki, którą przyjęłam bardzo wcześnie, gdyż jak się okazuje, światem rządzi zasada przedszkolna.
Nie rozkarzesz ptakom aby śpiewały. To dzieje się obok ciebie.
Wielka symfonia ciała spleciona z oddechem pustki. Przestrzeń istnieje po to, aby ją wypełniać.
Struna cienka jak pajęczyna utkana przez najlepszego z tkaczy. 
Zanim wszystko oddasz rozkladowi, słuchaj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz